Kiedy patrzysz na ofertę mojego wyjazdu, a także informację o tym, że grupa liczy do 18 osób, może to się wydawać jednym z wielu szczegółów. Coś obok terminu, ceny i programu. W rzeczywistości to jeden z tych elementów, które najmocniej wpływają na cały tydzień na łodzi, a więc i Twój odbiór tego wyjazdu. Nie chodzi tylko o wygodę ani o to, że na pokładzie jest ciszej. Chodzi o to, jak się czujesz od pierwszego dnia, jak wchodzisz do wody, ile masz przestrzeni dla siebie i jak szybko przestajesz być uczestnikiem wyjazdu, a zaczynasz po prostu być w tym miejscu.
Na rejsie w Sataya mała grupa nie jest dodatkiem do oferty. To jedna z rzeczy, które decydują o tym, że ten tydzień wygląda inaczej niż większość zorganizowanych wyjazdów. Dlatego tak często o tym piszę i mówię i jest to dla mnie bardzo, bardzo ważne.
Od początku czujesz, że masz swoją przestrzeń
Duża grupa zmienia atmosferę jeszcze zanim wydarzy się cokolwiek ważnego. Wystarczy poranek, wspólne śniadanie, przygotowanie do wejścia do wody albo zwykły moment na pokładzie, żeby pojawiło się napięcie, którego często nawet nie nazywasz. Kto pierwszy, kto gdzie usiądzie, czy zdążysz, czy nie zostaniesz z tyłu, czy będzie miejsce obok osoby, z którą chcesz pogadać, czy znowu trzeba będzie dostosować się do zbiorowego tempa.
W małej grupie to napięcie prawie znika. Nie musisz walczyć o uwagę, o przestrzeń, o moment dla siebie. Nie masz poczucia, że musisz ustawić się w odpowiednim miejscu i pilnować, żeby coś Cię nie ominęło. Taki wyjazd od początku daje więcej swobody, bo wszystko odbywa się spokojniej. Łatwiej Ci się odnaleźć, łatwiej złapać rytm dnia, łatwiej po prostu odetchnąć.
To robi dużą różnicę zwłaszcza wtedy, kiedy przyjeżdżasz zmęczona albo zmęczony, przebodźcowana albo przebodźcowany, z głową, która i tak od dawna działa na za wysokich obrotach. W dużej grupie można zmienić miejsce. W małej grupie łatwiej zmienić stan, w jakim jesteś.
Inaczej wchodzisz do wody, kiedy nikt Cię nie pogania
To widać szczególnie przy wejściach do wody. Na papierze każdy rejs może wyglądać podobnie: laguna, snorkeling, delfiny, rafa. Tyle że sposób, w jaki grupa schodzi do wody, decyduje o tym, co dzieje się w Tobie. Kiedy wokół jest dużo ludzi, dużo ruchu i dużo energii naraz, ciało automatycznie się spina. Nawet jeśli bardzo chcesz przeżyć coś pięknego, w środku pojawia się pośpiech. Trudniej wtedy złapać oddech, trudniej wejść spokojnie, trudniej naprawdę zobaczyć, co jest pod powierzchnią.
W kameralnej grupie wejścia do wody są bardziej uporządkowane i znacznie spokojniejsze. Masz czas, żeby wejść we własnym tempie. Nie czujesz na plecach presji kolejnych osób. Nie masz wrażenia, że musisz od razu nadążyć, dobrze wypaść albo szybko się oswoić. To bardzo ważne, szczególnie wtedy, kiedy nie masz dużego doświadczenia w wodzie albo po prostu nie czujesz się jeszcze pewnie.
Właśnie tu kameralność przestaje być ładnym słowem z opisu i zaczyna działać naprawdę. Nie jako klimat, tylko jako konkret. Twoje ciało dostaje sygnał, że nie musi się bronić ani spieszyć. A kiedy nie musi, zaczyna współpracować.
Wspominałam również o tych odczuciach przy okazji wpisu: Tygodniowy rejs czy jednodniówka? Co daje „życie na morzu” w Sataya
Czujesz opiekę, a nie organizację
To jest jeden z tych tematów na który sami zwracamy uwagę, wybierając się gdziekolwiek, więc na własnych rejsach kładziemy na to największy nacisk. Marta, która jest właścicielką biura i organizatorką wyjazdów jest osobiście na każdym rejsie. Zawsze jest do dyspozycji i można z nią porozmawiać zarówno przed rejsem, w jego trakcie, jak i później.
Na dużych wyjazdach opieka często działa formalnie. Wszystko jest zorganizowane, ale niekoniecznie czujesz, że ktoś naprawdę widzi, jak się masz. Ktoś odpowie na pytanie, ktoś poda informację, ktoś wskaże kolejną godzinę zbiórki, ale pomiędzy organizacją a realnym byciem zaopiekowaną lub zaopiekowanym jest spora różnica.
W małej grupie łatwiej o obecność, która nie jest mechaniczna. Ktoś zauważa, że potrzebujesz chwili więcej. Ktoś widzi, że pierwsze wejście do wody kosztuje Cię więcej napięcia, niż pokazujesz. Ktoś pamięta, że wczoraj po południu było Ci chłodno albo że rano wolisz chwilę ciszy niż rozmowę. Takie rzeczy nie dzieją się dlatego, że ktoś odgrywa rolę opiekuna. Dzieją się dlatego, że przy małej liczbie osób naprawdę można być blisko procesu każdego uczestnika.
To ma duże znaczenie, bo na takim rejsie jedziesz po doświadczenie, które ma Cię otworzyć, wyciszyć, poruszyć, a nie po kolejny tydzień, w którym musisz sama albo sam ogarniać wszystko od początku do końca. Kiedy czujesz opiekę, możesz odpuścić kontrolę. Kiedy możesz odpuścić kontrolę, zaczyna się prawdziwy odpoczynek.
Łatwiej Ci być sobą, kiedy grupa nie przytłacza
Mała grupa zmienia nie tylko logistykę, ale też to, jak funkcjonujesz między ludźmi. Na wyjazdach wiele osób nosi w sobie ciche napięcie społeczne. Zastanawiasz się, czy się dopasujesz, czy znajdziesz swoje miejsce, czy będziesz musiała albo musiał być bardziej towarzyska lub towarzyski, niż masz na to siłę. Czasem chcesz pobyć sama albo sam, ale nie wiesz, czy będzie na to przestrzeń. Czasem chcesz z kimś pogadać, ale nie masz ochoty przebijać się przez hałas grupy.
W kameralnym gronie wszystko układa się bardziej naturalnie. Jest miejsce na rozmowę i jest miejsce na milczenie. Możesz być blisko ludzi, ale nie musisz przez cały czas uczestniczyć w zbiorowej energii. Możesz usiąść z kimś przy herbacie po śniadaniu, a godzinę później pobyć sama albo sam na dziobie. Możesz wejść w relacje bez presji i bez poczucia, że trzeba wpasować się w gotowy układ.
To jest ważne zwłaszcza na wyjeździe, który ma działać kojąco. Spokój nie bierze się tylko z morza, światła i delfinów. Bierze się też z tego, że nie musisz przez tydzień zarządzać swoim miejscem w tłumie.
Sataya działa inaczej, kiedy masz przestrzeń, żeby naprawdę patrzeć
Kontakt z naturą wymaga uwagi. Nie tej szybkiej, rozproszonej, która skacze od bodźca do bodźca, tylko spokojnej i dłuższej. W dużej grupie uwaga łatwo się rozprasza. Zawsze coś się dzieje obok. Ktoś woła, ktoś się spieszy, ktoś inny chce już wracać albo odwrotnie, jeszcze nie skończył. Pojawia się zbiorowy ruch, który trudno wyciszyć.
W małej grupie łatwiej wejść w inny sposób patrzenia. Dłużej zostajesz przy jednym obrazie. Lepiej widzisz to, co dzieje się pod wodą. Mniej Cię rozprasza obecność innych. W efekcie bardziej pamiętasz nie tylko delfiny, ale też szczegóły, które zwykle giną w nadmiarze. Ruch światła na piasku. Cień rafy. Żółwia, który mija Cię bez pośpiechu. Moment ciszy po wyjściu z wody, kiedy jeszcze nic nie mówisz, tylko siadasz na pokładzie i patrzysz przed siebie.
Na tym rejsie właśnie takie momenty zostają na długo. Mała grupa daje szansę, żeby one w ogóle mogły się wydarzyć.
Komfort to nie tylko kabina i jedzenie
Kiedy myślisz o komforcie na wyjeździe, łatwo skupić się na standardzie łodzi, kabinie, jedzeniu albo organizacji. To wszystko ma znaczenie, ale komfort bardzo często zaczyna się wcześniej. Zaczyna się od tego, ile masz wokół siebie bodźców, ile hałasu, ile ciągłego ruchu i jak często musisz dostosowywać się do zbiorowego zamieszania.
Mała grupa zmienia ten podstawowy poziom odczuwania. Na pokładzie jest ciszej. Wspólne momenty mają więcej luzu. Łatwiej znaleźć dla siebie miejsce. Łatwiej odpocząć po wejściu do wody. Łatwiej zjeść posiłek bez wrażenia, że wszystko dzieje się naraz. Ten rodzaj komfortu nie rzuca się od razu w oczy na zdjęciach, ale bardzo mocno wpływa na cały tydzień.
Po kilku dniach zaczynasz to czuć w ciele. Mniej napięcia, mniej gotowości do reagowania, mniej zmęczenia ludźmi. Więcej miejsca na bycie tu, gdzie jesteś.
Dlatego wielkość grupy zmienia wszystko
Wielkość grupy wpływa na to, jak śpisz, jak jesz, jak wchodzisz do wody, jak odpoczywasz, jak rozmawiasz i jak przeżywasz kontakt z tym miejscem. Wpływa na to, czy czujesz presję, czy czujesz spokój. Czy musisz się dopasowywać, czy możesz po prostu być. Czy jesteś kolejną osobą w programie, czy uczestniczysz w doświadczeniu, które ma dla Ciebie przestrzeń.
Na rejsie takim jak Sataya to nie jest drobiazg organizacyjny. To część całego sensu tego wyjazdu.
Więc kiedy jeszcze raz spojrzysz na informację, że grupa liczy do 18 osób, odczytasz to nie jako parametr, tylko jako obietnicę konkretnego rodzaju doświadczenia. Spokojniejszych wejść do wody, większej uważności, realnej opieki, większej ilości miejsca na oddech i mniejszej ilości rzeczy, które rozpraszają Cię od tego, po co tam jesteś.
Właśnie dlatego mała grupa zmienia cały rejs. Dołącz do nas i przekonaj się jak bardzo!
______________________________
Dołącz do społeczności naszego biura podróży i zapisz się do newslettera. Obiecujemy nie spamować i przesyłać tylko interesujące oraz przydatne informacje! Dla każdego kto się zapisze przygotowaliśmy bezpłatny e-book: www.blueconnection.eu/ebook/
