Jedna z częstszych obaw przed pierwszym rejsem jest bardzo prosta: co jeśli zacznie mnie bujać i cały wyjazd zamieni się w walkę o przetrwanie? To sensowne pytanie. Zwłaszcza jeśli ktoś nigdy wcześniej nie spędzał kilku dni na łodzi. Sama wizja tygodnia na morzu potrafi odstraszyć bardziej niż cena, lot czy organizacja.
Dobra wiadomość jest taka, że choroba morska nie oznacza od razu, że rejs odpada. Trzeba po prostu wiedzieć, z czym to się je, kiedy objawy pojawiają się najczęściej i co realnie pomaga.
Co to właściwie jest choroba morska
Choroba morska to odmiana choroby lokomocyjnej. Pojawia się wtedy, gdy ciało czuje ruch, a wzrok nie odbiera go w taki sam sposób. Mózg dostaje sprzeczne sygnały i wtedy zaczyna się problem.
Najprościej mówiąc, ciało czuje ruch, ale oczy nie zawsze potwierdzają to w taki sam sposób. Mózg dostaje niespójne informacje i właśnie wtedy mogą zacząć się mdłości, zawroty głowy albo uczucie osłabienia.
Jak objawia się choroba morska
Objawy nie zawsze wyglądają tak samo. U jednej osoby zaczyna się od lekkiego dyskomfortu, u innej od nagłego osłabienia. Najczęściej pojawiają się nudności, zawroty głowy, zimne poty, bladość, senność i wymioty. W praktyce wiele osób najpierw czuje, że „coś jest nie tak”. Robi się ciężko, nie chce się jeść, pojawia się rozdrażnienie albo senność. To dobry moment, żeby zareagować od razu, a nie czekać, aż objawy się rozkręcą.
Dlatego jedni źle czują się pod pokładem, a lepiej na zewnątrz. Dlatego czytanie albo patrzenie w telefon może pogorszyć sytuację. I dlatego patrzenie w horyzont często przynosi ulgę. Chodzi o to, żeby oczy i błędnik wreszcie zaczęły odbierać ten sam komunikat.
Czy na rejsie może bujać?
Tak, to jest morze, więc łódź się porusza. Nie ma sensu udawać, że będzie inaczej.
Ale to nie znaczy, że przez cały tydzień człowiek ledwo stoi na nogach. Dużo zależy od pogody, od tego, jak wygląda dany dzień, i od samego organizmu. W praktyce wiele osób najbardziej boi się przed rejsem, a potem okazuje się, że było znacznie spokojniej, niż zakładali. U części osób organizm po prostu adaptuje się do kołysania lepiej po pewnym czasie. To jest jedna z tych rzeczy, których nie da się ocenić na zapas na sto procent. Można za to przygotować się dobrze i zmniejszyć szansę na mocne objawy.
Kto częściej źle znosi rejs
Najczęściej większą skłonność mają osoby, które źle znoszą jazdę autobusem, samochodem po zakrętach, małe łódki albo turbulencje w samolocie. Jeśli ktoś już wcześniej miał chorobę lokomocyjną, to jest sygnał, żeby potraktować temat poważnie, ale nie powód, żeby od razu rezygnować.
To nie działa zero-jedynkowo. To, że kiedyś było Ci słabo w autokarze, nie znaczy jeszcze, że tydzień na łodzi będzie koszmarem. Po prostu lepiej się przygotować.
Wiele osób myśli, że choroba morska zaczyna się od razu od silnych mdłości. Częściej wygląda to trochę inaczej. Najpierw pojawia się dziwne rozbicie. Człowiek robi się senny, blady, trochę rozdrażniony. Może czuć ciepło, osłabienie albo ucisk w żołądku. Dopiero później dochodzą nudności i reszta. To ważne, bo właśnie wtedy najlepiej reagować. Nie wtedy, kiedy już jest naprawdę źle.
Co zrobić przed rejsem
Tu nie ma żadnej wielkiej filozofii. Najwięcej daje zwykłe ogarnięcie podstaw.
Dobrze się wyspać. Nie wchodzić na łódź odwodnionym. Nie zaczynać dnia od kawy na pusty żołądek i niczego więcej. Nie jeść też ciężkiego obiadu tuż przed wypłynięciem. Najlepiej sprawdza się lekki posiłek i normalne picie wody.
Słabym pomysłem jest też alkohol przed rejsem albo w momencie, kiedy organizm dopiero zaczyna przyzwyczajać się do ruchu. To tylko pogarsza sytuację.
Jeśli ktoś wie, że ma skłonność do choroby lokomocyjnej, sensownie jest kupić wcześniej lek z apteki i mieć go przy sobie od początku wyjazdu. Nie w ostatniej chwili, nie po fakcie, tylko wcześniej.
Co pomaga już na łodzi
Najprostsze rzeczy są zwykle najskuteczniejsze.
Świeże powietrze. Wyjście na zewnątrz. Patrzenie przed siebie, najlepiej w linię horyzontu. Nie w telefon, nie w książkę, nie w fale tuż przy burcie.
Jeśli zaczyna robić się słabo, dużo osób czuje ulgę, kiedy może usiąść albo położyć się na chwilę i ograniczyć ruch głowy. Czasem wystarczy kilkanaście minut spokoju, trochę powietrza i woda pita małymi łykami.
Bardzo często pogarsza sprawę siedzenie w kabinie i gapienie się w ekran. To jest klasyczny błąd. Organizm już ma problem z ruchem, a telefon dokłada kolejny bodziec.
Gdzie na łodzi jest najlepiej, gdy zaczyna bujać
Jeśli ktoś źle się czuje, zwykle lepiej być tam, gdzie ruch jest mniej odczuwalny i gdzie jest powietrze. Na wielu łodziach środek jednostki bywa spokojniejszy niż dziób czy rufa. Dużo zależy od konkretnej łodzi, ale ogólna zasada jest prosta: mniej ruchu, więcej powietrza, mniej zamknięcia.
Leki na chorobę morską
Tu nie ma sensu udawać, że każdy poradzi sobie samą siłą woli. Jeśli ktoś ma większą skłonność do choroby lokomocyjnej, leki potrafią bardzo pomóc.
Najczęściej chodzi o środki dostępne w aptece, ale trzeba pamiętać o jednej rzeczy: część z nich usypia. To ważne, bo na wyjeździe nikt nie chce przez pół dnia chodzić jak po tabletkach nasennych.
Dlatego najlepiej dobrać coś wcześniej, a jeśli są jakiekolwiek wątpliwości, po prostu zapytać w aptece albo lekarza. Zwłaszcza jeśli ktoś bierze inne leki, ma choroby przewlekłe albo źle reaguje na tego typu preparaty.
Czy choroba morska powinna skreślić rejs do Sataya
W większości przypadków nie.
Jeśli ktoś ma bardzo silną chorobę lokomocyjną i wie to z doświadczenia, to trzeba podejść do sprawy poważnie i przygotować się wcześniej. Ale jeśli to bardziej obawa niż pewność, że będzie źle, to naprawdę nie ma sensu skreślać całego wyjazdu na zapas.
W praktyce dużo osób jedzie na pierwszy rejs z takim lękiem. Potem okazuje się, że najtrudniejsze było wyobrażenie sobie problemu, a nie sam rejs.
Jak przygotować się spokojnie przed wyjazdem
Najprostszy plan wygląda tak:
Najpierw przypomnieć sobie, jak organizm reagował wcześniej na podróże. Potem zdecydować, czy brać lek na wszelki wypadek. Spakować wodę, lekkie przekąski i wszystko, co może pomóc. W dniu wypłynięcia zjeść coś lekkiego, wyspać się i nie dokładać sobie stresu.
To naprawdę wystarcza częściej, niż się wydaje.
______________________________
Dołącz do społeczności naszego biura podróży i zapisz się do newslettera. Obiecujemy nie spamować i przesyłać tylko interesujące oraz przydatne informacje! Dla każdego kto się zapisze przygotowaliśmy bezpłatny e-book: www.blueconnection.eu/ebook/

